Kochani! Dziś, za zgodą mojej pacjentki, postanowiłam podzielić się z Wami jej historią. Zależało mi na tym, ponieważ schorzenia, na które cierpi Agnieszka, dotyczą ogromnej liczby kobiet, a błędy, które nieświadomie popełniała, są często powielane.

Agnieszka trafiła do mnie kilka tygodni po urodzeniu drugiego dziecka. Jak sama mówiła, w trakcie swojego czterdziestodwuletniego życia miała częste wahania wagi, jednak dopiero pojawienie się na świecie kolejnego syna było dla niej momentem zwrotnym. Kiedy tuż po wyjściu ze szpitala chciała zmienić ubrania ciążowe na zwyczajne, poszła z mężem na zakupy i nie mogła uwierzyć w to, że znowu jest w takim punkcie swojego życia, w którym nie jest w stanie kupić dla siebie ubrań dostępnych w sieciówkach. Była zmuszona wybierać spośród działów dla puszystych albo sklepów z odzieżą XXL. Co więcej, jako, że w jej życiu pojawił się kolejny maluszek i karmiła piersią, musiała zacząć dbać o zdrowie swoje i swojej rodziny. Agnieszka rodziła przez cesarskie cięcie, przez co w momencie, w którym ją poznałam, musiała zrezygnować z ćwiczeń, rozpoczęłyśmy więc od zmiany nawyków żywieniowych, a treningi wprowadzałyśmy stopniowo.

Na samym początku przeprowadziłam z nią wywiad. Podczas długiej rozmowy poprosiłam Agnieszkę, żeby wróciła myślami do swojego dzieciństwa. Jak się okazało, była uwielbianą wnuczką, którą babcie chętnie nagradzały słodyczami. Praktycznie od przedszkola była pulchnym dzieckiem, jednak nie dało to do myślenia jej rodzicom. Nie skonsultowali się z żadnym lekarzem, ani dietetykiem. Kiedy podrosła, stała się nastolatką, zaczęła myśleć o wyjściach z przyjaciółmi i marzyć o randkach, a wtedy jej waga stała się dla niej poważnym problemem. Na własną rękę szukała, jeszcze wtedy w gazetach i książkach, różnych diet. Bywały etapy w jej życiu, w których faktycznie udawało jej się schudnąć. Na studniówkę szła w wymarzonej sukience i wyglądała jak zwyczajna, szczęśliwa dziewczyna, jednak już na studiach borykała się z efektem jojo. Nieregularne posiłki, przekąski podjadane w trakcie sesji, wyjścia na piwo i pizzę – wszystko to doprowadziło do tego, że jej waga znowu pokazywała ponad 80 kg. W końcu rozpoczęła swoją przygodę z dietetykami, zwiedziła dokładnie trzy gabinety. Ci ograniczali jej kalorie, a kiedy mimo stosowania się do ich zaleceń, nie chudła, a nawet przybierała na wadze, nie wierzyli w jej starania. Uważali, że podjada, tylko nie chce się przyznać, co dodatkowo ją frustrowało. Po dwóch latach zaprzestała prób. Kiedy poznała swojego przyszłego męża, na nowo znalazła motywację do odchudzania. Spędzała długie godziny, kartkując gazety i szukając nowych rozwiązań. Choć testowała różne popularne diety, a efekty nie były zadowalające, jej poszukiwania przyniosły jeden pozytywny skutek. Zaczęła zastanawiać się, czy na pewno z jej metabolizmem jest wszystko w porządku. Znała przecież koleżanki, które odżywiały się podobnie jak ona, a nie miały aż takich problemów z wagą. Czytała o wpływie hormonów na otyłość, pytała o to lekarzy i w wieku dwudziestu kilku lat usłyszała diagnozę – insulinooporność i Hashimoto. Wtedy wszystko złożyło się w całość. Zrozumiała, dlaczego tak często czuła, że nad niczym nie panuje, była nerwowa, a praca „paliła jej się w rękach”. Myślała, że po prostu takie ma usposobienie, tymczasem choroby, na które cierpiała, miały wpływ nie tylko na jej wagę, ale również na emocje.

Wtedy Agnieszka zaczęła myśleć o zmianie sposobu odżywiania na poważnie, udało jej się zrzucić 15 kg i jak opowiadała, czuła się już wtedy dużo lepiej we własnym ciele, jednak odpuściła, kiedy zaszła w pierwszą ciąże. Jak sama przyznaje, uległa stereotypom mówiącym „teraz musisz jeść za dwoje” i zupełnie nie panowała nad tym, co pochłania w ciągu dnia. Po urodzeniu dziecka przyszło kolejne otrzeźwienie. Niestety, jej waga wahała się aż do momentu, w którym się poznałyśmy. Po drugiej ciąży ważyła jeszcze więcej, niż po pierwszej, czyli 88 kg, przy wzroście 159 cm.
Kiedy przeanalizowałyśmy to, jak wyglądały jej dotychczasowe „diety”, zrozumiałam, że Agnieszka popełniała ten sam błąd, który popełnia mnóstwo kobiet. Stawiała na diety niskokaloryczne, bo była przekonana, że tylko ciągle zmniejszając ich liczbę, może schudnąć. W przypadku Hashimoto jest to najgorsze rozwiązanie! Kalorie nie mogą być drastycznie ograniczone, bo to, niestety, prowadzi do pogorszenia funkcjonowania tarczycy oraz spowolnienia metabolizmu. Tempo spoczynkowej przemiany materii jest zależne od hormonów tarczycy, w związku z tym wiele osób borykających się z tą chorobą, cierpi jednocześnie na otyłość. Prawidłowe leczenie polega na tym, że najpierw należy unormować hormony, dopiero później myśleć o odchudzaniu.

Przypadek Agnieszki był dla mnie sporym wyzwaniem. Po pierwsze, musiałam brać pod uwagę jej choroby, po drugie fakt, że karmi piersią. Moja Pacjentka chciała również, żebym nauczyła ją, jak wprowadzić zmiany w odżywianiu tak, żeby miało to pozytywny skutek dla całej jej rodziny. Poleciłam jej wykonanie dodatkowych badań, w tym na nietolerancje pokarmowe, które są często dolegliwościami współistniejącymi z Hashimoto. Okazało się, że Agnieszka musi całkowicie wyeliminować białko pszenicy oraz białka mleka krowiego. Musiałyśmy więc wprowadzić inne źródła pełnowartościowego białka, produkty bogate w tłuszcz o wysokiej zawartości kwasów omega 3 oraz węglowodany o niskim indeksie glikemicznym. Pacjentka spożywa 3 posiłki dziennie, składające się ze świeżych, naturalnych produktów, z czego pierwszy bez żadnych zbóż.

Agnieszka traci zbędne kilogramy stopniowo, chudnie o ok. 2-2,5 kg miesięcznie, ale to, co cieszy mnie najbardziej, to fakt, że poziom jej hormonów już od kilku miesięcy jest w normie 🙂 Moja Pacjentka z konsultacji na konsultację jest coraz bardziej radosna, uśmiechnięta i pełna energii.
Przypadek Agnieszki pokazuje, że często, nieświadomie, zamiast polepszyć swoją sytuację, wprowadzając katorżnicze diety nie tylko nie chudniemy, ale dodatkowo pogarszamy stan naszego zdrowia.

*Imię Pacjentki, z uwagi na jej prośbę, zostało zmienione.

Barbara Porębska

Barbara Porębska

Jestem dietetyczką z pasją. Moja wiedza to wynik wielu lat poszukiwań, zdobywania doświadczeń, dziesiątków kursów i wykładów zakończonych uzyskaniem zawodu dietetyka w Polskim Instytucie Dietetyki.