Kochani, dziś kolejny wpis z cyklu „Nasze historie”, opowiadający historię mojej pacjentki, Eweliny. Ewelina trafiła do mnie z polecenia swojej koleżanki, której wcześniej pomagałam w jej zmaganiach z chorą tarczycą. Postanowiłam przytoczyć tę opowieść dlatego, że taki „schemat” postępowania pacjenta często się powtarza, a najlepiej widać to na przykładzie – zawsze lepiej uczyć się na cudzych błędach…

Historia walki o zdrowie i lepsze życie Eweliny zaczęła się, kiedy zdiagnozowano u niej łuszczycę.
Oprócz suchej skóry od dłuższego czasu miała problemy z koncentracją, skarżyła się na częste zaparcia i ucisk w gardle. Zaczęła też odczuwać zmęczenie i senność, jak sama to określiła, „rozkojarzenie”. Wraz z tymi dolegliwościami zauważyła, że przybiera na wadze, chociaż nie zmieniła diety ani nawyków żywieniowych, a z utrzymaniem prawidłowej wagi nigdy wcześniej nie miała większych problemów. To zmobilizowało ją do działania, zdecydowała się wówczas przeprowadzić bardziej szczegółowe badania, które ujawniły kolejnego – obok łuszczycy – przeciwnika: chorobę Hashimoto. Przypadek Eweliny jest dość znamienny; często przy niezdiagnozowanej chorobie Hashimoto diagnozuje się łuszczycę, a po dokładniej diagnostyce okazuje się, że to właśnie przewlekłe zapalenie tarczycy jest głównym winowajcą.

Po pierwszej konsultacji ustaliłyśmy, że przede wszystkim trzeba wspomóc prawidłową pracę wątroby, która w przypadkach autoagresji często słabiej sobie radzi z usuwaniem toksyn – ale nie nagłymi i drastycznymi środkami czy stosowaniem leków, lecz wprowadzaną stopniowo dietą, dopasowaną do jej upodobań i nawyków. Stopniowe zmiany były istotne, aby uniknąć migren i problemów skórnych. Zastosowałam w tym przypadku mój autorski „detoks”, następnie stopniowo zaczęłyśmy stosować dietę rozpisaną tak, aby korzystnie wpłynąć na jelita. W końcu przyszedł czas na zestaw superfoods wzmacniających tarczycę.

Dieta, którą zaleciłam Ewelinie nie składała się z wielu nakazów – wręcz przeciwnie, nie była wcale restrykcyjna, a jej talerz nie świecił pustkami. Dodatkowo poleciłam również odpowiednie dermokosmetyki. Ewelina była zmotywowana do zmian, zaczęła więc stosować się do zaleceń dietetycznych i stosować dermokosmetyki regularnie. Sprawiły one, że poczuła wyraźną ulgę. Zniknęło poczucie suchości skóry, wykwity, objawy łuszczycy znacznie się zmniejszyły. Po dwóch tygodniach od czasu, kiedy zaczęła stosować dietę wspomagającą pracę wątroby i jelit, zdecydowanie poprawiło się jej samopoczucie, miała o wiele lepszy sen niż dotychczas.

Po dwóch miesiącach po dawnych dolegliwościach nie było śladu, doszła więc do wniosku, że wyzdrowiała, postanowiła zatem przerwać dietę – popełniając tym samym błąd. Dieta ma bowiem sens tylko wtedy, kiedy się jej trzymamy i wykonujemy zalecenia systematycznie – dlatego jestem przeciwniczką diet opartych na głodówkach – ileż można się głodzić? Przy chorobach takich jak Hashimoto ważne jest zbilansowane odżywianie, a przede wszystkim konsekwencja – to nie dieta na chwilę, tylko nieraz na całe życie.

Po przerwaniu przez Ewelinę diety poszło już z górki – zakupy w supermarkecie, śmieciowe jedzenie, wyjazd na majówkę ze zwykłą pastą do zębów i zestawem szminek. Nie minęło wiele czasu, a stare demony wróciły: ucisk w przełyku, uczucie zimna, łuszczyca i sucha skóra. Zrezygnowana ponownie zwróciła się do mnie. Czekało nas kolejne dwa tygodnie pracy, ale najważniejsze było to, że Ewelina zrozumiała, że stare nawyki będą powodować nawroty dolegliwości – w myśl zasady, że te same przyczyny dają te same skutki. Od tego czasu oswoiła się z myślą, że nie można odpuszczać diety – zaakceptowała ją jako element codzienności, nie miała poczucia, że coś traci, że z czegoś rezygnuje (choć np. nie mogła już jeść uwielbianych przez nią lodów). W zamian odzyskała dobre samopoczucie i w latem nareszcie mogła bez wstydu odsłonić ramiona – łuszczyca stała się tylko złym wspomnieniem.

Mam nadzieję, że ta krótka historia zainspiruje Was do tego, żeby również powalczyć o zdrowie i lepsze samopoczucie – z Eweliną spotykamy się obecnie kontrolnie raz w miesiącu, czasami tylko lekko korygujemy dietę. Jednak największą pracą, jaką wykonała moja pacjentka było uświadomienie sobie, że dietę trzeba postrzegać nie jako chwilową kurację, ale jako element codziennego życia.

Barbara Porębska

Barbara Porębska

Jestem dietetyczką z pasją. Moja wiedza to wynik wielu lat poszukiwań, zdobywania doświadczeń, dziesiątków kursów i wykładów zakończonych uzyskaniem zawodu dietetyka w Polskim Instytucie Dietetyki.